Ryszard Liskowacki - My z Marymontu
Jeżeli urzędnicy z Ministerstwa Edukacji Narodowej naprawdę chcą wskrzesić w młodych ludziach patriotyzm, taki prawdziwy, niewynikający z konieczności (bo wypada), niech zmienią literaturę. I niech uwzględnią w nowych lekturach Liskowackiego. My z Marymontu opowiadają historię grupki warszawskich dzieci, którym przyjdzie wychować się na wojnie. W wieku kilku lat ich dzielnice przecinają niemieckie czołgi i wtedy właśnie przychodzi czas, kiedy muszą zrezygnować z dzieciństwa. Postanawiają na swoim poziomie walczyć z najeźdźcami. Początkowo są to skromne ruchy typu wybicie szyby u sąsiada-folksdojcza czy przebicie opony w motocyklu esesmana. Z czasem udaje im się wkręcić w rozciągającą się siatkę konspiracyjną, a kiedy przychodzi czas Powstania Warszawskiego, wychodzą z ukrycia z innymi Polakami, by walczyć. Piękna, długa historia. I absolutnie nie naiwna - nie jest to typowa historyjka dla dzieci. Z czasem akcja staje się brutalniejsza, tragedia dosięga przyjaciół, od kul giną najbliżsi, a wszystko w imię odzyskania swojego prawdziwego domu - Marymontu. Piękna powieść, polecam!