Paulo Coelho Alchemik
Bełkot. Po prostu bełkot. Pewien farmer pod wpływem impulsu wyrusza w świat w poszukiwaniu sensu życia, chcą docenić cud istnienia. Wystarczy - tyle o fabule. Ta nie służy niczemu innemu, jak głoszeniu Wielkich Prawd głoszonych przez oświeconego Cohelo. Śledząc wędrówkę farmera Santiago można naprawdę popaść w rozpacz - jak to możliwe, by tak rozwinięty poziom grafomaństwa zyskał jakiekolwiek przywileje w świecie literatury? Przecież to, co jest w Alchemiku opisane, to zwyczajnie dodatkowa księga do Nowego Testamentu, napisana nowocześniejszym językiem - co nie znaczy, ciekawym. Od strony stylu, opowieść przedstawiana jest niemal łopatologicznie, tak żeby zrozumiał ją każdy analfabeta, który więcej w życiu trzymał joya od PlayStation, niż jakąkolwiek książkę. Meritum Alchemika sprowadza się do takich wszechprawd, że dobro zawsze zwycięża, że zawsze trzeba mieć nadzieję, trzeba żyć w zgodzie z Matką Naturą itp. Litości. Takie rzeczy wie każdy dobrze ułożony dzieciak biegający po boisku w każdej podstawówce, a tu ludzie zachwycają się, że oto Wielki Pisarz je głosi. Żałosne wręcz. Jeden z prezenterów Viva Polska wpisał w swoim dossier tę pozycję jako najważniejszą w życiu, bo mówi o jej ww. pozytywnych aspektach. To właśnie dowód na istnienie pokolenia analfabetów szklanego ekranu.