Owen King - Jesteśmy w tym wszyscy razem

Owen King. Tak, od tego Kinga. Trochę przegrana pozycja, jeśli chce się zarabiać piórem i mieć za ojca Stephena Kinga. Ocenianie przez pryzmat ojca jest nieuniknione. Raczej wątpliwe jest, by ktoś po przeczytaniu tej pozycji przyznał Owenowi wyższość nad tatą. I pewnie bolesne jest dla niego, że niemal każda krytyka zamknie się na zdaniach w stylu jego ojciec pisze lepiej. Po trosze jest tu trochę racji. Chłopak zwyczajnie nie przebije swojego ojca z kilku powodów. Nudzi - to raz. Krótkie historie opisane w Jesteśmy... zwyczajnie nie mają w sobie podstawowych wartości, jakie powinna mieć książka - nie ma wyraźnego głównego wątku, brak jakiegokolwiek dynamizmu. Po prostu wieje nudą, nic się nie dzieje. Wyjątkiem może być pierwsza, tytułowa historia, ale pod tym względem, iż mimo wyżej wymienionych braków, daje się tę historię w miarę lekko strawić. Aczkolwiek... Syn stara się jechać na patencie ojca. Widać w stylu geny Stephena, który kładł duży nacisk na psychologiczne fragmenty opowieści i typowe dla siebie opisywanie różnych elementów powieści. I to Owena pogrąża. Nie osiągnie sukcesu tym sposobem, a już bankowo nie wejdzie po plecach swojego ojca na szczyt. Poza tym nie można przecież zajść dalej od kogoś idąc po jego śladach.

gg - Projektowanie stron www - teksty piosenek - prezent - Gry Online - STS - karnisze sklep internetowy - Instalacje CATV - sklepy internetowe - kredyty bez bik - credti card - akuna - sypialnie - Tanie Bilety lotnicze