Chuck Palahniuk - Fight Club
Ale zakręcone. Bezimienny pracownik firmy ubezpieczeniowej, kompletnie pozbawiony ochoty do życia, cierpiący na bezsenność, poznaje Taylora, żyjącego chwilą cwaniaka. Pod jego wpływem stopniowo zmienia swoje życie na bardziej spontaniczne. Organizuje cotygodniowe walki uliczne, by zainteresowani, sfrustrowani ludzie, mogli sobie ulżyć. Zarabia na tworzeniu mydła z tkanek tłuszczowych ukradzionych z kliniki. Z czasem grupa ulicznych walczących zamienia się w zorganizowaną grupę zwalczającą kapitalistyczny ustrój, by wprowadzić anarchię. W pewnym momencie Taylor znika z życia bohatera, a ten wyrusza na jego poszukiwanie. Majstersztyk. Palahniuk urodził dzieło, które i w kręgach książko-pożeraczy i kinomanów zyskał miano twórcy doskonałego. Fight Club uznano za dzieło kultowe i nie należy się temu dziwić. Choć główny wątek fabuły (który wychodzi pod koniec) nie ociera się nawet o określenie prawdopodobny, to jak twierdzi sam Palahniuk cała ona ma znaczenie bardziej symboliczne. Jeśli naprawdę miał taki zamiar, to gratulacje. A jeśli nie - gratulujemy szczęścia.